hoffman

Dietyloamid kwasu D-lizergowego (LSD, LSD-25)  czyli cząsteczka, która zmieniła świat. Odkrywca „leku dla duszy”, jak sam nazwał LSD Albert Hofman, pewnie nie dowierzałby jak długo można powtarzać mity na jego temat.

Sam regularnie przyjmował ów związek w ramach „odkrywania siebie” dożywając w szczęściu 103 lat. Na swoich setnych urodzinach, w doskonałym zdrowiu fizycznym i psychicznym, gościł wiele znakomitych osobistości. W tym gronie znaleźli się także przychylnie wypowiadający się na temat jego największego odkrycia nobliści. Jednym z wielu przykładów jest Kary Banks Mullis, który wyznał, że odkrycie reakcji łańcuchowej polimerazy ( za które przyznano mu nobla w 1993 roku) zawdzięcza po części LSD. Mullis wyjaśnił, że w latach sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych zażywał dużo LSD, „podobnie jak inni pracownicy Uniwersytetu Berkeley”. Twierdzi, że było to doświadczenie otwierające umysł „dużo ważniejsze niż jakiekolwiek zajęcia, w których brał udział”. Nie był w tym osamotniony, wiele znakomitych autorytetów naukowych wypowiadało się w podobnym tonie o tej substancji.

W dużym skrócie, ponad pół wieku temu badania nad LSD zaczęły nabierać rozpędu, a substancja wypłynęła poza środowisko naukowe, w USA pojawił się ruch hipisowski z ludźmi często nadużywający LSD oraz innych mocnych substancji. Rząd zdelegalizował substancję (1966r) i zaczęła się kampania na temat zagrożeń związanych z ową molekułą, która niestety przybrała polityczną, a nie naukową formę.

Przenieśmy się w czasie i przestrzeni z owych burzliwych czasów do dnia dzisiejszego. Polska, rok 2016, czyli równe pół wieku od zdelegalizowania „trudnego dziecka Dr. Alberta”*. Posiadanie substancji jest oczywiście nielegalna również w Polsce (z niezrozumiałych dla mnie merytorycznie względów, znajduje się w wykazie substancji psychotropowych w grupie I-P, czyli nieprzydatnych w medycynie). Jej właściwości opisują głównie strony do walki z narkomanią. Na większości takich stron znajdziemy jednak nieprecyzyjne, stronnicze, a i zatrważająco często nieprawdziwe treści. W miejscach, o wydawałoby się wysokiej wiarygodności, włączając stronę nadzorowaną przez Krajowe Biuro Do Spraw Przeciwdziałania Narkomani, możemy znaleźć ogólny i mało precyzyjny opis działania substancji. Zazwyczaj informacje skupiają się jedynie na negatywnych efektach działania. Pamiętajmy, że propagowanie narkotyków** jest nielegalne, społeczeństwo zna substancje jedynie od strony propagandy, a portale mają chronić i odstraszać. Gorzej, że znajdziemy tu również wiele kłamstw i insynuacji, które nie powinny mieć miejsca w żadnych źródłach, a szczególnie będących pod nadzorem organów Państwowych.

 

Czytamy miedzy innymi taki oto, rozpowszechniony w całej sieci slogan: „Ciągłe zażywanie LSD powoduje uszkodzenia mózgu oraz zmiany chromosomalne”.

Nie ma żadnych dowodów na to, że w jakikolwiek sposób substancja ta mogłaby powodować uszkodzenie mózgu. Jest to propagandowa mitologia, niepoparta żadnym konkretnym źródłem, szerzona od czasu delegalizacji w USA, której nawet nie ma sensu argumentować (z powodu braku jakichkolwiek źródeł i argumentacji przemawiającej za takowym zjawiskiem).

Nieco inaczej ma się sprawa z rzekomym dewastacyjnym wpływem LSD na DNA i zmianami w chromosomach. Przyglądając się ponownie historii spostrzeżemy, że zaraz po delegalizacji LSD, szukano jakichś rozsądnych argumentów, by zracjonalizować tak stanowczą politykę w stosunku do tej substancji (zakazano również użytku medycznego pomimo stwierdzenia olbrzymiego potencjału w pracy z psyche). Tak oto kilka miesięcy wystarczyło, aby w bardzo cenionym piśmie naukowym „Science” (1967) pojawiły się badania, o które modły słała władza. Wynikało z nich, że gdy ludzkie tkanki zostają wystawione na działanie LSD, wykazują rozpad na poziomie DNA, uszkodzenie chromosomów. Pomimo wielu niejasności i niepotwierdzonych eksperymentów (w nauce jednorazowe wyniki to jedynie poszlaki), wnioski zostały momentalnie rozpropagowane przez gazety i telewizję. Powstanie LSD-25 porównywano do największych medycznych tragedii i pojawiały się artykuły na temat tejże morderczej substancji, ozdobione zdjęciami zdeformowanych dzieci.

Chwilę poniżej pojawiła się seria prac i badań negujących wcześniej uzyskane wyniki oraz wytykających poważne merytoryczne i metodologiczne nieścisłości w owych badaniach. Okazało się, że prowadząc eksperyment w taki sposób jak to przedstawiono, równą destrukcyjność dla DNA miało przykładowo krowie mleko.

Pięć lat później, w tymże samym czasopiśmie „Science” (30.03.72, Vol.172, Nr.3982, str.431-440) ukazał się rzetelna odpowiedź, artykuł (badaczy: Normana I. Sishotskyego, Williama D. Loughmana, Roberta E. Mogara i Wendella R. Lipscomba ) pod tytułem: „LSD i uszkodzenia genów – czy LSD powoduje uszkodzenia chromosomów, raka lub mutacje?„. Autorzy, tym razem znacznie precyzyjniej przeprowadzonych badań przeanalizowali 68 przypadków medycznych oraz raporty opublikowane w latach 1967-1972 z badań nad LSD, konkludując w sposób jednoznaczny:
„Na podstawie własnego badania oraz literatury, jesteśmy przekonani, że czyste LSD przyjmowane w przeciętnych dawkach nie wywołuje uszkodzeń chromosomów, ani nie jest mutagenem czy kancerogenem w organizmach istot ludzkich.”

Albert Hofmann holding an LSD molecule model

Albert Hofman

Mija prawie pół wieku (45lat) i w Polsce, zarówno w mentalności społecznej (to nie dziwi, propaganda i ignorancja społeczna robi swoje) jak i co gorsza w środowiskach akademickich, wciąż potykamy się o prehistoryczne mity. Na szczęście w większości krajów poza naszą ojczyzną wiedza ta jest bardziej aktualna. Czemu jednak nie w Polsce?

Jestem człowiekiem czynu, postanowiłem wiec napisać do kilku poważniejszych portali, uskuteczniających dezinformację, w celu wytknięcia im błędów merytorycznych. Spodziewałem się, iż zapoznają się ze źródłami i skorygują informacje ku dobru społeczeństwa (o matko wszystkich naiwności… ). Większość portali, kolokwialnie rzecz ujmując, „olała po całości” moje sumiennie uargumentowane uwagi. Wiodący portal informacyjny w kraju: narkomania. org. pl  (Poradnia działająca na zlecenie Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii i jest finansowana ze środków Ministerstwa Zdrowia oraz Fundacji Praesterno) zaszczycił mnie swoją odpowiedzią: „Jeżeli chodzi o poruszoną przez Pana kwestię, skonsultujemy to z naszymi specjalistami”. Od tamtego czasu minęły prawie 3 lata. Zmian na stronie brak.

Reasumując sprawę przekłamań, jako badacz nie chcę wyciągać od razu jednoznacznych wniosków, więc przedstawię dwie najbardziej prawdopodobne hipotezy jakie przychodzą mi do głowy:

Hipoteza I – Polscy specjaliści nadzorujący merytoryczny aspekt informacji w tej kwestii (kampanie społeczne, strony rządowe i inne) przejawiają brak kompetencji, minimalny poziom wiedzy na ten temat. Akademicka wiedza kręci się wokół powtarzanych mitów i mało kto ma ochotę i odwagę to zmienić. (?)

Hipoteza II – Istnieją naciski odgórne, polityczne, społeczne, bądź inne, by demonizować substancje takie jak LSD oraz wspierać i utrwalać nieprawdziwe poglądy w społeczeństwie. (?)

Możliwe, iż obserwowana sytuacja jest konglomeratem obu postawionych hipotez. Zastrzegam, że to jedynie moje „hipotezy badawcze”, daleki jestem od stawiania zarzutów, bądź insynuowania czegokolwiek. Bardzo mnie jednak niepokoi taki stan rzeczy w mojej ojczyźnie. Zastanawia mnie również w jak wielu innych kwestiach jesteśmy tak bardzo zacofani światopoglądowo i na taką skalę wprowadzani w błąd… ale to już temat na inną historię.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dążeniu do prawdy.

Mihael

 

*-  nawiązanie do tyłu książki Dr. Albert Hoffman, „LSD… moje trudne dziecko”, w której odkrywca LSD z niezwykłą starannością relacjonuje historię odkrycia owej substancji i przemyślenia na jej temat.

**- słowo „narkotyki”, moim zdaniem, nie jest do końca poprawne semantycznie w odniesieniu do psychodelików. Jest to metoda manipulacji psychospołecznej, polegająca na przypięciu czemuś etykiety o pejoratywnym znaczeniu. Dzięki temu mało zorientowana w temacie społeczność, wyrabia sobie szybko, aczkolwiek często błędnie, pogląd na tak zaetykietowaną substancję.

Według definicji leksykonu Światowej Organizacji Zdrowia, jako narkotyki kwalifikują się między innymi papierosy, kawa, alkohol itp. a powszechnie tak się ich nie określa. Osobiście bliżej mi do definicji, w której narkotyki to: „substancje, których regularne przyjmowanie prowadzi do uzależnienia fizycznego„. LSD (jak i inne psychodeliki) nie uzależnia fizycznie oraz nie ma profilu substancji, które sprzyjają uzależnianiu psychicznemu.

 

Bibliografia:

Ann Harrison: „LSD: The Geek’s Wonder Drug?”. W: Wired [on-line]. Wired, 2006-01-16. [dostęp 2008-03-11].

Russell Schoch. Q&A – A Conversation with Kerry Mullis. „California Monthly”. 1 (105), s. 20, wrzesień 1994. Berkeley, CA: California Alumni Association.

Cohen MM, Marinello MJ, Back N. „Chromosomal damage in human leukocytes induced by lysergic acid diethylamide.” Science. 1967; 155:1417- 19.

Davidson B. „The Hidden Evils of LSD.” Saturday Evening Post. Aug 12, 1967; 19.

Dishotsky NI, Loughman WD, Mogar RE, Lipscomb WR. „LSD and genetic damage. Is LSD chromosome damaging, carcinogenic, mutagenic, or teratogenic?” Science 1971; 172:431- 440. LSD #2145.

Michael Gossop, „Narkomania – mity i rzeczywistość„, PWN 1993

http: //www. narkomania. org.pl/ informacje-o-narkotykach/ lsd (na dzień 1 marca 2016r)

 

Oświadczenie

INFORMUJĘ, ŻE NIE PROPAGUJE ZAŻYWANIA ŻADNYCH ZAKAZANYCH SUBSTANCJI A PRZEDSTAWIAM JEDYNIE WYNIKI BADAŃ I PROWOKUJĘ MERYTORYCZNĄ DYSKUSJĘ NA ICH TEMAT. PRZY ARGUMENTACJI ZAWSZE OPIERAM SIĘ NA MOŻLIWIE NAJPEWNIEJSZYCH ŹRÓDŁACH. JEŻELI NA STRONIE POJAWI SIĘ JAKAŚ MERYTORYCZNA NIEŚCISŁOŚĆ BARDZO PROSZĘ O KONTAKT (ZAKŁADKA KONTAKT).

LSD JEST W POLSCE NIELEGALNE, POSIADANIE JEST KARANE. NALEŻY PAMIĘTAĆ, ŻE ZAŻYWANIE LSD NA WŁASNĄ RĘKĘ JEST BARDZO RYZYKOWNE. U OSÓB Z GRUPY RYZYKA ZACHOROWANIA NA SCHIZOFRENIĘ LUB CHORYCH NA NIĄ, MOŻE WYWOŁYWAĆ M.IN. PSYCHOZY.  ŻADNE LEKI I SILNE SUBSTANCJE NIE POWINNY BYĆ UŻYWANE BEZ SPECJALISTYCZNEJ WIEDZY O NICH ORAZ NIEZGODNIE Z PRAWEM.